Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać najnowsze informacje, zapisz się na darmowy newsletter:

Zapisz Wypisz

Mark Rashid "LEKCJE, KTÓRYCH UDZIELIŁ MI KOŃ"

Będąc na jakichś kolejnych z rzędu warsztatach coachingowych poznałam kobietę zajmującą się szkoleniami z zakresu przywództwa. To, co mnie w tym zaciekawiło, to fakt, że prowadziła je opierając się na pracy z końmi. Konie, jako zwierzęta o silnym instynkcie stadnym, sztukę wybierania i weryfikowania swojego przywódcy opanowały w stopniu mistrzowskim. Podobnie rzecz się ma w relacjach koni z człowiekiem - z końmi można osiągnąć prawie wszystko, o ile zdobędzie się ich zaufanie. Zanim jednak konie zawierzą człowiekowi, muszą w nim zobaczyć godnego lidera - takiego, który podejmuje decyzje w ich najlepszym interesie. To, kogo koń potraktuje jako swojego lidera a zatem kogo posłucha i za kim pójdzie, kogo zaś kompletnie zignoruje, może być doskonałą metaforą przywództwa w organizacjach. Koń bowiem instynktownie wyczuwa strach, obawy, poczucie zagubienia - wie kiedy ma a kiedy nie ma przed sobą autorytetu. Nie wykona - bądź wykona niewłaściwie - polecenie osoby, która nie jest pewna, co chce osiągnąć bądź nie sprecyzowała swoich oczekiwań. Na próbę maskowania strachu siłą zareaguje agresją. Menedżerowie, biorący udział w tego typu szkoleniach często otrzymują "kubeł zimnej wody na głowę", nie mogąc sobie poradzić z wydawałoby się prostymi zadaniami, które mają wykonać z koniem. Co ciekawe, informacje zwrotne na ten temat przyjmują jednak z dużą pokorą - w końcu trudno obwiniać konia o stronniczość, manipulacje czy złe intencje. Wielu z nich otwierają się oczy - zaczynają zdawać sobie sprawę, jak ich zachowania są naprawdę odbierane w organizacji, jaki styl zarządzania stosują na co dzień, na ile precyzyjnie wydają polecenia, w jaki sposób nawiązują relacje i rozwiązują sporne kwestie, czy są rzeczywistym czy jedynie "stanowiskowym" autorytetem dla swoich ludzi?

Pomyślałam sobie, że to świetny pomysł wykorzystać konie i ich umiejętności z zakresu przywództwa do prowadzenia szkoleń z tego obszaru dla menedżerów. Zaciekawiona tym tematem pogrzebałam w Internecie i znalazłam naprawdę wiele pozycji, których tytuły zachęcały mnie to sięgnięcia po nie. Na pierwszy ogień - i to prawie dosłownie, bo przeczytanie jej zajęło mi dosłownie dwie, trzy godziny - poszła właśnie książka Marka Rashida i muszę powiedzieć, że był to czas dobrze zainwestowany. Książka jest napisana w anegdotycznej formie, przez co jest bardzo lekka i często wywołuje uśmiech na twarzy czytającego, jednocześnie jest jednak bogata w niezwykle ciekawe przemyślenia autora napisane z dużą pokorą i uważnością. Myślę, że w tym miejscu warto byłoby wspomnieć dwa słowa o autorze tej książki - Mark Rashid jest uznanym na świecie trenerem jeździectwa, słynącym ze swojej umiejętności oceny sytuacji z końskiego punktu widzenia i pracy z końmi opartej na komunikacji zamiast używania siły. Jeśli spojrzeć by na jego osobę z nieco szerszej perspektywy, to jest to człowiek, którego nie zadowolił status quo, mimo że pozwolił mu wznieść się na szczyt w swojej dziedzinie. Jego ambicją stało się poszukiwanie doskonałości w swoim rzemiośle, przez co rozumiał konieczność ulepszania pewnych rzeczy z przeszłości, pozostawiania niektórych w tym samym stanie, a jeszcze innych odkładania na półkę. Katalizatorem i przewodnikiem w tym procesie rozwoju stał się dla niego koń zwany Buckiem, który przez piętnaście lat delikatnie popychał go w kierunku lepszego sposobu przechodzenia przez życie. Autor podkreśla, że to właśnie dzięki niemu zdał sobie sprawę z tego, że nie będzie w stanie osiągać lepszych rezultatów z końmi, o ile najpierw nie naprawi pozostałych aspektów swojego życia. Wg niego, to dzięki naukom, jakich udzielił mu Buck, jest lepiej przygotowany do tego, co przyniesie przyszłość, nawet jeśli w tej chwili nie wie, jaka ona będzie.

Książka "Lekcje, których udzielił mi koń" opisuje historię współpracy Marka z Buckiem od momentu, kiedy jego pojawienie się i "dziwne" zachowanie rozpoczęło proces weryfikowania metod szkoleniowych Marka i spojrzenia na nie z perspektywy konia. Nie oznacza to oczywiście, że cały ten proces odbył się szybko, płynnie czy bezkonfliktowo. Po pierwsze, Mark - jako uznany trener koni - założył sobie i przez długi czas pozostawał przy tym założeniu, że to on uczy Bucka jak ma pracować z końmi. Całkowicie nie wziął pod uwagę tego, że Buck był koniem i chociażby z tego powodu o wiele lepiej znał ten temat.

Markowi nie pomógł także bliżej nieokreślony wygląd Bucka, który powodował, że miał on problem z zorientowaniem się, że oto koń próbuje swoim dziwacznym zachowaniem go czegokolwiek nauczyć. Co innego, gdyby był wielkim, umięśnionym końskim gwiazdorem o ogromnym talencie i latach doświadczenia w pracy z ludźmi i dla ludzi? No tak, nigdy nie wiadomo, pod jaką postacią może znienacka objawić się nauczyciel;). Po drugie, Buck rozpoczął swoje "lekcje" od odmowy wykonania poleceń podczas osobnych, z pozoru niemających nic ze sobą wspólnego zdarzeń. Jego odmowa wykonania polecenia powodowała, że Mark stosował nacisk o wiele większy niż było to konieczne. W rezultacie, kiedy koń w końcu odpowiadał, jego reakcja prawie zawsze była silniejsza niż oczekiwana. To z kolei powodowało eskalację sytuacji i najczęściej konieczność powrotu do punktu wyjścia i zaczęcia wszystkiego od nowa. Mark natychmiast zrzucał na Bucka winę za powstały problem. Nie przyglądał się sobie i nie zauważał, że ilekroć powtarzali zadanie, udawało im się znaleźć łatwiejszy i prostszy sposób jego wykonania. W którymś momencie jednak złość na zachowanie Bucka przysłoniło poczucie zakłopotania? Mark poczuł, że Buck cały czas próbował mu coś pokazać, coś zakomunikować, na co on pozostawał głuchy. Zaczął składać sobie różne sytuacje w całość i bardziej uważnie zastanawiać się nad każdym działaniem Bucka - przejrzał w myślach sytuacje, w których Buck odmawiał współpracy, i próbował znaleźć podobieństwa w poszczególnych zdarzeniach. Doszedł do tego, że wszystkie przypadki nieposłuszeństwa Bucka zdarzały się podczas pracy z innymi końmi (czyli w obszarze, w którym to jednak Buck był ekspertem). Buck odmawiał zazwyczaj, gdy Mark prosił go, by ruszał szybciej niż on chciał. Kolejnym odkryciem było to, że za każdym razem, gdy Mark zmuszał Bucka, by działał szybciej niż on chciał, natychmiast w następstwie tego przytrafiała się jakaś katastrofa. I, co było najbardziej kłopotliwe dla Marka, w momencie gdy on się wściekał i emocjonował, Buck - mimo całego zamieszania - nigdy nie okazywał złości, tylko spokojnie zabierał się do pracy i naprawy sytuacji. Fakt, że niezależnie od sytuacji Buck nigdy nie stracił spokoju, pomagał Markowi zapanować nad swoimi emocjami. Dzięki temu był w stanie zastanowić się, o co w tym wszystkim chodzi. Z tych wielokrotnie podejmowanych analiz wyłoniły się lekcje, jakie Buck przekazywał Markowi i które zostały przez niego opisane w niniejszej książce. Tutaj przedstawiam jedynie ich syntezę - w książce są one ciekawie opowiedziane bazując na prawdziwych zdarzeniach, jakie miały miejsce podczas współpracy Marka z Buckiem. 

Lekcja 1 - Unikanie konfrontacji. Buck był mistrzem w odnajdywaniu pokojowych rozwiązań problemów, jakie napotykał w relacjach z innymi, bez względu na to, czy był to koń, człowiek czy pies. Był rozważny, nie spieszył się. Potrafił przyjąć strategiczną pozycję i nie rzucając wyzwania, przekazać w subtelny sposób swoje intencje. Jeśli mimo wszystko dochodziło do konfrontacji, Buck używał jak najmniejszej możliwej ilości energii potrzebnej do zareagowania. Nie przeciwstawiał siły sile, ale przekierowywał ją.

Lekcja 2 - Planowanie naprzód. W większości przypadków mówiąc o "planowaniu naprzód", w rzeczywistości tylko "myślimy naprzód", a między jednym a drugim istnieje ogromna różnica. Sposób podejścia Bucka do działania był powolny i przemyślany. Zanim zaczął działać brał pod uwagę pełen obraz sytuacji, uwzględniając zarówno to, co się danym momencie dzieje, jak i to co może się przydarzyć w najbliższej przyszłości. Po czym podejmował takie działania, które pomagały rozwiązywać problem bez niepotrzebnego pogłębiania go. Zawsze miał opracowany plan zanim włączył się do sytuacji! Jest to mocno w opozycji do tak częstych sytuacji, gdy wydaje się nam, że musimy natychmiast zareagować / wykonać jakieś działanie, w konsekwencji czego nie mamy czasu, aby się do niego przygotować i wykonać je dobrze już za pierwszym razem. Zabawne, że prawie zawsze mamy czas, by wciąż i wciąż poprawiać swoje błędy;).

Lekcja 3 - Cierpliwość. Pomyślcie sobie o takiej sytuacji, gdzie grupa osób rozmawia na różne interesujące ich tematy. Każdy cierpliwie i spokojnie czeka, aż drugi sformułuje swoje myśli, ubierze je w słowa i podzieli się nimi z innymi. Nikt nikomu nie przerywa, nikt za nikogo nie kończy zdanie... Pewnie nawet czytając te słowa, wydaje się Wam jakby życie uległo spowolnieniu. Zwykle tak bardzo wyprzedzamy nasze życie, tak mocno przejmujemy się tym, co będziemy za chwilę robić, że nie potrafimy się cieszyć tym, co dzieje się tu i teraz. A to właśnie cierpliwość jest podstawą wielu lekcji Bucka, włączając w to planowanie naprzód i unikanie konfrontacji.

Lekcja 4 - Wytrwałość. Kiedy Buck nie wykonywał polecenia Marka, ten na wszelkie sposoby próbował "wymóc" pożądane zachowanie. Nie przychodziło mu do głowy, że Buck próbuje mu pomóc pojąć coś, o czym miał większe pojęcie niż jego trener. I choć Buck ani przed "aktem nieposłuszeństwa", ani w jego trakcie ani po fakcie, nie wykazywał najmniejszych oznak frustracji czy zniecierpliwienia, niemniej jednak uporczywie trwał w swoim działaniu, wytrwale próbując coś "przekazać" swojemu trenerowi. Dzięki jego wytrwałości, Mark w końcu odczytał jego intencje i przekaz, czego rezultatem jest opisywana przeze mnie książka.

Lekcja 5 - Konsekwencja. Buck w swoim działaniu konsekwentnie zużywał jak najmniej energii, by zdobyć jak najwięcej. Nie zachowywał się jak słoń w składzie porcelany, próbując na siłę przekonywać kogokolwiek do swojego zadania, lecz konsekwentnie, wciąż od nowa, przedstawiał swój punkt widzenia i cierpliwie czekał na rezultaty. W ten sposób eliminował potrzebę konfrontacji. Kluczem jego sukcesu było połączenie wytrwałości i konsekwencji, również w sytuacji przekazywania wiedzy Markowi. Bez tego połączenia Markowi byłoby bardzo trudno rozszyfrować jego komunikaty i wyciąć z nich wnioski.

Lekcja 6 - Rozwiązywanie problemów i przechodzenie nad nimi do porządku dziennego. Dla Bucka dane wydarzenie zawsze było po prostu wydarzeniem - niczym mniej i niczym więcej. Zawsze podchodził do tego jednakowo: naprawmy to i przejdźmy na tym do porządku dziennego; nie ma potrzeby się zamartwiać, mieszać w to nasze ego czy żywić urazy. Traktował porażki jako nieodzowną część życia, a nie jego koniec. Jego działanie opierało się na przekonaniu, że im dłużej się przejmujemy naszymi niepowodzeniami, poszukujemy winnych, oskarżamy czy pielęgnujemy urazy, tym trudniej jest usunąć szkody i przejść nad tym do porządku dziennego. Tak naprawdę przecież wszystkie rzeczy, które zdarzają się nam w życiu ? te dobre i te złe, wzloty i upadki - są istotne tylko wówczas, gdy je takimi uczynimy. Dlatego niezwykle słusznym wydaje się pogląd, że powinniśmy kontrolować, czy warto jest robić wielką rzecz z czegoś, co nie zasługuje na tak dużo naszej uwagi. Buck z każdej sytuacji, dobrej czy złej, wychodził zadając sobie trzy pytania: (1) Co? - co się przed chwilą stało? (2) Co z tego? - jaki to ma na mnie wpływ? (3) Co teraz? - co powinienem teraz zrobić? Rozwiązywał problem i przechodził nad nim do porządku dziennego. Tylko tyle i aż tyle!

Niezwykle ważne w tym wszystkim jest to, że aby te lekcje sensownie wykorzystać i przekuć je we własny sukces, trzeba je stosować w każdym obszarze swojego życia i przez cały czas, a nie tylko w tych momentach, kiedy odpowiada to naszym potrzebom. Wszystkie razem stanowią elementy tej samej całości i stają się kwestią nastawienia lub sposobu życia, stosowane oddzielnie są stosunkowo nieskuteczne. Autor opisuje, że dzięki ich zastosowaniu stał się nie tylko lepszym szkoleniowcem, ale także człowiekiem. Największa zmiana polegała na spowolnieniu prawie wszystkiego, co w życiu robił, i co ciekawe - im wolniej działał, tym szybciej dokonywały się rzeczy, im mniejszy stosował nacisk, tym szybszą uzyskiwał odpowiedź, im mniej słów używał, tym uważniej słuchali go ludzie, im mniej mówił, tym więcej słyszał... Spowalniając rytm, przestał się denerwować drobiazgami i był w stanie nabrać dystansu do życia. Ale zanim to wszystko się stało, Mark musiał sobie zdać sprawę z tego, że jest początkującym w świecie Bucka i to on jest jego nauczycielem. Dopiero, kiedy to nastąpiło, był w stanie otworzyć się na tyle, by rzeczywiście móc się od niego zacząć uczyć. Lekcje cierpliwości, konsekwencji, planowania i umiejętności konstruktywnego rozwiązywania problemów, stały się bezcennym darem od konia a koń w końcu stał się partnerem i przyjacielem swojego trenera. Dla mnie była to piękna opowieść, dającą mi sporo do myślenia, po skończeniu której uważniej rozejrzałam się wokół siebie zastanawiając się, czy czegoś ważnego nie przeoczam... W końcu nigdy nie wiadomo w jakiej postaci pojawi się nauczyciel...

Agnieszka Grabowska
Certyfikowany Coach ICC
Business Coach ICC
Data certyfikacji: 26 Maja 2006 r.

Firma: Human Challenge
tel.: 600444010
agnieszka@humanchallenge.pl